
Kiedy rankiem przy łóżku brzęczy nam budzik wzywający do pójścia do pracy, z trudnością przychodzi nam wstanie z cieplutkiego łóżka, zwłaszcza jeśli za oknem zimo i ciemno, a w naszym mieszkaniu temperatura nie należy do tropikalnych.
Nawet najcieplejsza bielizna nocna budzącemu się ze snu ciału nie zapewni wystarczającej ochrony przed chłodem. Wychylając się spod nagrzanej pierzyny, najczęściej zawijamy się zatem w jeden z naciągniętych swetrów lub będący akurat pod ręką pled.
Zamiast jednak na początek dnia serwować sobie wizerunek naszej własnej babci, lepiej zaopatrzyć się w coś milutkiego, ciepłego, a przy tym szykownego, mianowicie w szlafrok. Wszystkim zmarzluchom strój ten doskonale przyda się również w chłodniejsze wieczory, po wyjściu spod prysznica lub też kiedy przed snem będą chcieli poczytać sobie książkę w fotelu.

Co prawda samo słowo podomka nie kojarzy się raczej zbyt apetycznie (u mnie w domu nazywano tak makabryczne, przypominające sukienki fartuchy, które były z przodu zapinane na guziki, posiadały rękawy, a ich obowiązkowym wzorem były drobne kwiatuszki), ale już jej synonimy, mianowicie szlafrok czy peniuar brzmią o wiele bardziej kusząco. I właśnie takie kuszące, a przy tym bardzo praktyczne bieliźniane fatałaszki warto mieć w swojej szafie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz